„Skazanego na śmierć” zaczęłam oglądać w 2005 roku,
gdy Polsat rozpoczął emisję serialu w niedzielne wieczory. Spodobał mi się od
razu! Wentworth Miller jako Michael Scofield zauroczył mnie od samego początku.
Nie kryję, że gra aktora i nieprzeciętna sylwetka bohatera to czynniki, które
spowodowały, że „Skazany na śmierć” stał się moim ulubionym serialem! Uwielbiam,
gdy coś mnie zaskakuje, gdy ciężko mi przewidzieć co stanie się w kolejnym
odcinku. Z czasem emisja na Polsacie przestała mi wystarczać! Na własną rękę
dokończyłam pierwszy sezon serialu, później dotarłam do drugiego. Z napięciem
obserwowałam losy bohaterów, aż nagle… Nie pamiętam co się stało, ale
przestałam go oglądać. Może przejadła mi się fabuła, może to przez brak
polskich napisów – nie mam pojęcia. Jednak w tym roku, po latach powróciłam do
tego serialu i nie żałuję!
Swoją recenzję postanowiłam podzielić na 4 części –
tyle ile jest sezonów. Niełatwo jest zbiorczo ocenić serial, który jest dość
różnorodny, zarówno jeśli chodzi o akcję, jak i bohaterów.

I sezon
Główny bohater to młody, utalentowany inżynier – Michael
Scofield. Jego brat, Lincoln Burrows (Dominic Purcell) odsiaduje wyrok śmierci
w więzieniu Fox River. Scofield przekonany o niewinności brata, decyduje się
dostać do miejsca, w którym znajduje się Lincoln. Burrowsowi nie zostało dużo
czasu, a jedyną drogą prowadzącą do pudła jest… przestępstwo! Scofield napada
na bank i tym sposobem dostaje się do więzienia. Michael ma plan – wydostać siebie
i brata z paki. W planie uwzględnił wszystko – drogę ucieczki, działania na
wolności… Jednak nie wziął pod uwagę tego, że ludzie są nieprzewidywalni.
Zaplanowanie ucieczki to jedno, a układy ze współwięźniami to drugie! I sezon
jest moim ulubionym! Mimo, że powróciłam do niego po latach, zaskakiwał mnie
tak samo, jak na początku mojej przygody z nim! Dynamiczna akcja oraz barwni
bohaterowie to coś, co lubię! Pierwszy sezon jest również najlepszym dla Wentwortha
Millera, który w tym epizodzie pokazał najlepiej swoje aktorskie umiejętności.
Szczególnie polecam odcinek „J-Cat”. Kolejnym aktorem, którego mogę wyróżnić to
Robert Knepper, który wykreował postać Theodore
"T-Bag" Bagwella.
II sezon
Serial się rozkręca. Ucieczka z więzienia z agentem
FBI, Alexandrem Mahone (William Fichtner) na ogonie. W II sezonie serialu
możemy poznać lepiej bohaterów „Skazanego na śmierć”. Muszą podejmować decyzje na temat swojej
dalszej i bliższej przeszłości. Poznajemy ich charaktery, zachowania w ekstremalnych
sytuacjach oraz ich rodziny Jak dla mnie na tym sezonie serial mógłby się
skończyć. Jednak na tym twórcy serialu nie przestali… Ostatni odcinek – wielka pomyłka!
III
sezon
Jak wyżej – pomyłka! Moim zdaniem ten sezon jest
całkowicie zbędny! Znalazło się paru nowych bohaterów, kilka starych twarzy,
zmienione relacje między nimi… Jednak to za mało! W dodatku temat III sezonu to
masakra. Powrót do konwencji pierwszego sezonu jak dla mnie – nieudany. Jedynym
plusem jest to, że ten sezon pokazuje jakie zmiany mogą zajść w człowieku.
Każdy kto był zły, może stać się pozytywnym bohaterem.

IV sezon
Myślę, że ten sezon można określić jednym słowem:
KOMPLIKACJE. Jest ich tak dużo, że aż głowa boli. Na wyrost i z przesadą. Chociaż
nie kryję – ten sezon momentami oglądałam z równą pasją co I i II! Z rzeczy
zabawnych: Michael co chwila jest nazywany „inżynierkiem” lub „ślicznym”, co
czasem irytuje, ale w większości przypadków śmieszy. Nie sposób opisać co się
działo w tej części serialu, bo działo się aż za dużo! Nie jestem fanką
spoilerów, więc nie odkryję żadnego „rąbka tajemnicy”. Jedno jest pewne –
zakończenie całego serialu było słabe. Miało być pełne wzruszeń i wszelkich
emocji, ale odbyło się bez większych wrażeń. Wzruszenie powodowało tylko to, że
to ostatni odcinek serii. Przez IV sezony da się zżyć z bohaterami serialu, a
zwłaszcza takimi, przy co chwila igrają ze śmiercią. Zakończenie było
całkowicie nieudane i na siłę. Niby happy end, ale…
I
co z tego wynika?
Podsumowując – nie żałuję, że po latach powróciłam
do „Skazanego na śmierć”. Mimo, że nie jest to serial idealny (ze względu na
ciągnącą się fabułę… ale, z którym dobrze sprzedającym się serialem tak nie
ma?!), mogę dodać go do moich ulubionych serii. Myślę, że I sezon serialu
obejrzę jeszcze nie raz, ponieważ jest dla mnie hitem!
W pamięć zapadło mi kilka tekstów z serialu. Oto one:
Mahone: Rzuć broń, uklęknij i połóż dłonie na głowie.
Abruzzi: Klękam tylko przed Bogiem... A tutaj go nie widzę...
Mahone: Nie wszystko można kontrolować
Michael: Coś wymyślę.
Linc: Wymyślisz? Nie idziesz się wysikać bez planu, stary. No dawaj.
Michael: Może się kiedyś spotkaliśmy... na jakiejś imprezie, w barze czy gdzieś.
Sara: Zapamiętałabym.
Michael: To komplement?
Sara: Nie.
A Wy oglądaliście "Skazanego na śmierć"?
Jakie są Wasze wrażenia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz