
sobota, 12 października 2013
Zafon, Adele, Kęska – mieszanka wyśmienicie wybuchowa!
Ostatnio pisałam dużo o filmach. W ciągu wakacji zebrało się ich tyle, że stwierdziłam, że warto będzie o nich napisać. Dziś zapowiadany tekst o książce Zafona oraz płycie Adele. Dodałam do tych dwóch pozycji, które mnie bardzo wciągnęły i zainteresowały, kolejną. Nazwisko i imię autorki dla kogoś, kto nie zna bloga Ania maluje, mogą brzmieć obco. Jednak mam nadzieję, że ten post to zmieni. Anna Kęska napisała książkę, która daje ogromnego kopa i która warta jest tego, by o niej tu napisać!
Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafona czekał na mojej półce jakiś czas. Piękna biała okładka, która otula ponad 500 stron witała mnie każdego dnia, gdy wstawałam z łóżka i patrzyłam na regał z książkami. W końcu zaczęłam czytać. I rozpłynęłam się w tym pięknym świecie słów. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę, czytając Cień wiatru był język. Dawno nie trafiłam na książkę, której autor (i tłumacz!) spisał się tak dobrze. W mojej wyobraźni malowały się uliczki Barcelony oraz bohaterowie powieści. Język Zafona jest zarazem delikatny, jak i konkretny. Niezbyt kwiecisty, ale także nie oszczędny. Muszę przyznać, że trafiłam na książkę autora, którego styl całkowicie mi odpowiada! Historia opisana w Cieniu wiatru jest niezwykła. Wciąga, jest pełna miłości, intryg, zaskakuje… Lubię narrację pierwszoosobową – taka właśnie występuje w książce. Przekaz, który możemy z niej wyciągnąć, jest wielowymiarowy… Po skończeniu czytania miałam w głowie mnóstwo przemyśleń, dlatego niełatwo było mi szybko o tej książce napisać. Myślę, że w Cieniu wiatru każdy znajdzie coś dla siebie. Zafon stworzył złożony świat, w którym warto się znaleźć. Serdecznie polecam! Obecnie czytam Grę anioła. Już czuję, że książka będzie świetna!

wtorek, 1 października 2013
Ostatnio oglądane filmy!
Muszę przyznać, że znów czas spędziłam dość filmowo. Opisanie i przeanalizowanie filmu jest dla mnie łatwiejsze i lżejsze, od napisania recenzji książki. Przeczytałam niedawno Cień wiatru Zafona. Chętnie napiszę o tej powieści, oczywiście pozytywną opinię! Jednak czasem lubię, jak pewne emocje układają mi się w głowie. Zamierzam także napisać o płycie Adele, 21 oraz o ulubionych animacjach, bo ostatnio wracam do klasyków! Ale o tym wkrótce. Dziś przedstawiam Wam filmy, które bardziej, lub mniej przypadkiem obejrzałam w ostatnim czasie.
Przy okazji – bardzo mi miło, że notka o filmach wojennych wywołała taką falę komentarzy. Dziękuję za każde słowo, cieszę się, że ta strona może być także miejscem do wymieniania się wrażeń na temat sztuki.
Zacznę od Strasznego filmu V w reżyserii Malcolma D. Lee. Pierwsza część to komediowy klasyk. Każda kolejna kontynuuje pomysł – Straszny film to parodia znanych horrorów. Jedne części są bardziej udane, inne mniej. Piątka mnie nie rozbroiła. Owszem, były momenty uśmiechu, jednak nie zwaliły mnie z nóg. Jedynka rządzi!
Przy okazji – bardzo mi miło, że notka o filmach wojennych wywołała taką falę komentarzy. Dziękuję za każde słowo, cieszę się, że ta strona może być także miejscem do wymieniania się wrażeń na temat sztuki.
Zacznę od Strasznego filmu V w reżyserii Malcolma D. Lee. Pierwsza część to komediowy klasyk. Każda kolejna kontynuuje pomysł – Straszny film to parodia znanych horrorów. Jedne części są bardziej udane, inne mniej. Piątka mnie nie rozbroiła. Owszem, były momenty uśmiechu, jednak nie zwaliły mnie z nóg. Jedynka rządzi!
sobota, 14 września 2013
Cztery filmy wojenne…
Na wstępie powiem, że do trzech z nich na pewno wrócę. Interesują mnie czasy drugiej wojny światowej. Ale nie chodzi tu o front. Bardziej o losy ludzi, którzy musieli nauczyć się żyć w niezwykle ciężkich czasach, przy tym nie zatracając wiary w lepsze dni.
Pianista w reżyserii Romana Polańskiego to niezwykła (i prawdziwa!) historia Władysława Szpilmana, tytułowego pianisty, który w czasie okupacji, jak wielu Polaków, traci wszystko co kocha. Artysta samotnie walczy z trudami życia w wojennej Warszawie. Myślę, że jest to film większości znany i nie muszę zdradzać szczegółów fabuły. Najważniejsza dla mnie w tej biografii jest siła pasji. Szpilman, nawet pozbawiony ukochanego instrumentu, oddaje się przyjemności muzykowania, stwarzając dźwięki w swojej wyobraźni. Podziwiam także wolę przetrwania głównego bohatera. Rola Adriena Brody godna Oscara!
Etykiety:
Agnieszka Holland,
Chłopiec w pasiastej piżamie,
film,
Lista Schindlera,
Mark Herman,
Pianista,
recenzja,
Roman Polański,
Steven Spilberg,
W ciemności
środa, 28 sierpnia 2013
Filmowa paka!
Ostatnio dużo czytam, jednak nadal nie skończyłam
kilku książek. Między kolejnymi stronicami, robię sobie przerwy na oglądanie
filmów. Wybór raczej jest przypadkowy.
Oprócz jednego filmu, o którym dziś wspomnę, do którego wróciłam… po długiej
przerwie!
Zacznę od produkcji, której wcale nie chciałam
oglądać. Koleżanka ostrzegała mnie, że jest to dość przerażające kino… No cóż,
musiałam się pogodzić z tym, że horror Obecność w reżyserii Jamesa Wan'a nie
należy do tych lekkich (bo przy niektórych horrorach można się śmiać!). Jednak
zdecydowałam się go obejrzeć. Oczywiście nie sama! Film opowiada o nawiedzonym
domu, przez więcej niż jednego ducha. Rodzina, która zamieszkała w tej posiadłości
walczy z potworami. Przez cały film zakrywałam twarz. Ale to chyba zaleta
horrorów, prawda?
Jak ja długo szukałam tego filmu! Jak ja się cieszę,
że wreszcie go odnalazłam! Kiedyś, nie pamiętam dokładnie w jakim momencie
mojego życia to było, oglądałam samotnie film w telewizji. Wydał mi się
niezwykle wartościowym obrazem, do którego chciałam wrócić. Nie znałam tytułu –
pamiętałam tylko scenę, gdzie bohaterowie popijają tequilę. Jednak udało się!
Szukajcie a znajdziecie Pukając do nieba bram w reżyserii Thomasa Jahn’a! Nie,
nie jest to jakieś wielce ambitne kino, jednak w jakiś sposób porusza. Film
opowiada historię dwóch śmiertelnie chorych mężczyzn – brzmi strasznie, jednak
w produkcji odnajdziemy mnóstwo radości i nadziei. Humoru, w którym utrzymany
jest obraz jest dość specyficzny. Jednak mimo luźnego podejścia do tematu można
się zamyślić, a nawet wzruszyć! Myślę, że nieraz wrócę do tej produkcji. Gra
sympatycznego aktora, Tila Schweiger’a, także do tego zachęca!
niedziela, 25 sierpnia 2013
Cztery recenzje (cz. 3) – American Psycho, Prestiż, Zanim umrę, 90210
.jpg)

Książka Zanim umrę, autorstwa Jenny Downham, wpadła
mi w ręce dość przypadkowo. Z koleżankami przeglądałyśmy stronę empiku… i jedna
z nich pokazała mi tę pozycję. Zaciekawił mnie jej opis i zdecydowałam się
przeczytać Zanim umrę, historię o dziewczynie, która jest na progu nieba. Tessa
ma szesnaście lat i jest chora na białaczkę, jednak nie chce odejść tak jak
wszyscy, po prostu. Bohaterka stworzyła listę dziesięciu rzeczy, które pragnie zrobić
przed swoją śmiercią. Tessa ma tylko kilka miesięcy, by zrealizować swoje cele.
Książka oczarowała mnie poczuciem humoru. Dość gorzkim i brutalnym. Bohaterka
nie użala się nad sobą, ironizuje, a czasem nawet szydzi ze swojego stanu.
Historia opisana w książce nie jest lekka, jednak przyjemnie poznawało się losy
Tessy. Książka pokazuje, że powinniśmy się cieszyć z drobiazgów, bo są ludzie,
którzy nie mają szansy poznać takich przyjemności, jak np. miłość. Na podstawie
tej pozycji nagrano film Now Is Good, w którym Tess zagrała młodziutka aktorka Dakota
Fanning. Także polecam!
Serial 90210 towarzyszył mi dość długo. Po maturze
szukałam jakiegoś niezobowiązującego filmu na rozluźnienie i znalazłam… spin-off
Beverly Hills 90210. Mimo, że tytuł serialu i niektóre
wątki nawiązują do klasyki, to 90210 okazał się być powiewem świeżości. Tak się
do niego przywiązałam, że obejrzałam wszystkie 5 sezonów! A może inaczej –
przywiązałam się do bohaterów, którzy okazali się być bardzo sympatyczni i
zakręceni. 90210 jest młodzieżowym melodramatem, gdzie każdy jest z każdym – to
mogę przyznać. Serial nie należy do super ambitnych produkcji, jednak ogląda
się go świetnie! W pięciu sezonach, oprócz tematu ubrań i bogatego życia,
ukazano problemy, np. choroby nowotworowej i depresji. Serial przyciągnął mnie,
tak jak wspomniałam, ze względu na bohaterów. W ciągu pięciu sezonów
zaobserwowałam ciekawe zmiany w ich zachowaniu i sposobie myślenia. Podeszłam
do tego dość psychologicznie. Poza tym przyjemnie ogląda się amerykańskie życie
i amerykańskie problemy z nutą amerykańskiego humoru. Nie żałuję, że obejrzałam
ten serial i trochę żałuję, że już się skończył…
sobota, 10 sierpnia 2013
Cztery recenzje (cz.2) – Bejbi blues, Cztery pory roku, Skóra, w której żyję, Samotność w Sieci


Teraz pora na film w reżyserii Pedro Almodóvara, Skóra, w której żyję z 2011. Rzadko kiedy oglądam filmy typu thriller, jednak ten przedstawił mi mój brat. I nie rozczarowałam się. Tak jak wspomniałam wyżej – lubię być zaskakiwana. Tutaj dostałam mnóstwo niespodzianek i niedopowiedzeń. Produkcja jest także z gatunku tych psychologicznych, więc musimy być skupieni podczas oglądania filmu, by móc samemu ułożyć sobie fakty, z pozoru nie mające ze sobą dużego związku. Główną rolę w filmie gra Antonio Banderas, którego bardzo cenię za udział w tym dziele. Ucieszył mnie także fakt, że reżyser bawi się widzem, bo końcówka okazuje się bardzo… zaskakująca, bezczelnie wręcz zaskakująca… Film robi wrażenie! Polecam!
Ostatnim dziełem, które przedstawiam jest książka Samotność w Sieci, autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego. Od lat słyszałam o tej książce. Moja bliska koleżanka zalicza tę pozycję do swoich ulubionych. A ja? Znalazłam ją przypadkiem w moim własnym domu! Stwierdziłam, że to nie może być przypadek i zabrałam się do czytania. Zaskoczyła mnie niezwykle… Byłam nastawiona bardzo sceptycznie do książki, o której mówiło tylu znajomych. I dobrze było wyrobić sobie swoje własne zdanie na temat tej lektury. W moim mniemaniu książka opowiada głównie o samotności, mimo miłości, o której dowiadujemy się w czasie trwania historii opisanej w książce. Samotność to straszliwe uczucie. W momencie, gdy zostaje się samemu na świecie, trudno jest się przed kimś otworzyć, komuś zaufać. Niezwykle wzruszyła mnie ta książka. Po jej przeczytaniu długo nie mogłam się otrząsnąć. Relacje międzyludzkie to temat, który mnie interesuje i został przedstawiony w książce w bardzo obszerny i przemyślany sposób. Fakt, że książkę napisał mężczyzna też mnie zaskoczył – gdybym nie znała nazwiska na okładce, nie pomyślałabym, że facet może tak dokładnie i delikatnie opisać uczucia. Myślę, że nieraz wrócę do tej lektury. Bardzo się cieszę, że wreszcie do niej sięgnęłam!
niedziela, 21 lipca 2013
Cztery recenzje - Zielona Mila, Granda, Spóźnieni kochankowie, Chwila!
.jpg)
Williama Whartona, twórcę książki Spóźnieni kochankowie, znałam tylko ze słyszenia. Na jednych z zajęć na studiach znajomi wspominali o lekturze o nazwie Ptasiek. Okazało się, że mam na półce książkę tego autora… Co prawda inną, ale miałam szansę poznać Whartona. Spóźnieni kochankowie to bardzo ciepła opowieść. Dość romantyczna i co zaskakujące – erotyczna. Momentami dla mnie, aż do przesady. Jednak wrażenia po przeczytaniu mam pozytywne. Miłość ukazana w książce nie jest banalnym uczuciem. Rozwija się stopniowo, jest pełna szacunku do partnera, delikatna, mimo wielu różnic między zakochanymi. Chwilami główna bohaterka o imieniu Mirabelle, trochę irytuje swoją niewinnością i naiwnością. Jednak jest to ładna opowieść.
Wisława Szymborska i jej tomik poezji Chwila, pomogły mi wzbogacić banalny moment, w czas uśmiechu i namysłu. Poezję uwielbiam od zawsze. Wciąż szukam słów, które wzbogacą mój zasób myśli. Tomik Chwila dał mi wiele liter, do których chętnie wracam. Nie jest to gruba książka, bo to zaledwie kilka kartek, na których namalowano tak wiele uczuć i przemyśleń. Uwielbiam u Szymborskiej tę prostotę przekazu, która ukazuje najważniejsze wartości. Szczególnie upodobałam sobie wiersze W zatrzęsieniu oraz Wszystko. Do słów tego ostatniego wracam nieustannie, bo… tak ciężko się wyrazić, bo cokolwiek nie napiszę i nie powiem – nie da się opisać tego. Wszystkiego.
Etykiety:
Chwila,
Granda,
książka,
Monika Brodka,
płyta,
recenzja,
Spóźnieni kochankowie,
Stephen King,
William Wharton,
Wisława Szymborska,
zbiór poezji,
Zielona Mila
środa, 17 lipca 2013
Zapowiedzi recenzji!
Witam!
Ostatnio dużo się działo. Wraz z czasem sesji oraz praktyk nazbierało się kilka pozycji do zrecenzowania. Odrobinę zmieniam formę blogowania. Skupię się bardziej na wrażeniu odnośnie danego filmu, płyty, książki lub innego rodzaju produkcji. Recenzje będą krótsze, co na pewno ułatwi zapoznanie się z ich treścią :)
Oto o czym napiszę w najbliższym czasie:
Ostatnio dużo się działo. Wraz z czasem sesji oraz praktyk nazbierało się kilka pozycji do zrecenzowania. Odrobinę zmieniam formę blogowania. Skupię się bardziej na wrażeniu odnośnie danego filmu, płyty, książki lub innego rodzaju produkcji. Recenzje będą krótsze, co na pewno ułatwi zapoznanie się z ich treścią :)
Oto o czym napiszę w najbliższym czasie:
"Zielona Mila" Stephen King
"Granda" Monika Brodka
"Spóźnieni kochankowie" William Wharton
"Chwila" Wisława Szymborska
"Bejbi blues" reż. Katarzyna Rosłaniec
"Cztery pory roku" Stephen King
"Skóra, w której żyję" reż. Pedro Almodóvar
"Samotność w Sieci" Janusz Leon Wiśniewski
"American Psycho" reż. Mary Harron
"Prestiż" reż. Christopher Nolan
"Zanim umrę" Jenny Downham
"90210"
W większości powyższe tytuły nie są nowościami, jednak jestem zdania, że w każdej chwili można sięgnąć po zapomniany film, zakurzoną książkę, czy niedoceniony serial. W dodatku gatunkowo garść prezentowanych propozycji jest totalnie wymieszana i dość zróżnicowana. A co tam. Nie trzeba brnąć zawsze w mega ambitne produkcje, prawda? :)
wtorek, 11 czerwca 2013
Historia inna niż wszystkie, czyli autobiografia "Ja, Ozzy" - Ozzy Osbourne

Autobiografie to książki, w których artyści, politycy czy inne znane osobistości dzielą się historią swojego życia. Własna perspektywa, z której przedstawiają nam dane wydarzenia, daje nam ogląd na świat oczami autora. Coraz więcej jest na rynku książek, na stronach których wyczytamy o początkach kariery, walce z przeciwnościami i trudnościach napotkanych na drodze po sukces. Tak też jest w przypadku autobiografii byłego wokalisty zespołu heavymetalowego Black Sabbath, Johna Osbourne’a. W przeciwieństwie do pozostałych książek nie pozostawia nam on żadnych złudzeń. Jego książka jest całkowicie szczera i pozbawiona wszelkiej cenzury. Znajdziemy w niej mnóstwo przekleństw, alkoholu, narkotyków i innych używek. Ja, Ozzy to świat, który istniał i istnieje naprawdę. Osbourne przedstawia w swojej autobiografii historię swojego życia, która pełna jest zwariowanych momentów, zwrotów akcji, ale także wyrzeczeń oraz pojedynków z samym sobą. Czytanie książki Ja, Ozzy jest jak jazda kolejką górską – ekstremalne i nieobliczalne. I mimo to, nie ma się dość poznawania życia znanego muzyka!
niedziela, 5 maja 2013
Dowcip Obywatela, czyli reportaż kreowany Zbigniewa Ostrowskiego "Odlot"!
Grzegorz Ciechowski, Grzegorz z Ciechowa, Obywatel G.C. – to jedna osoba, postać, która zmieniła oblicze polskiej muzyki. W reportażu kreowanym Zbigniewa Ostrowskiego lider zespołu Republika pokazuje ogromny dystans do świata medialnego, popularności oraz samego siebie.
Do kamienicy przy ulicy Karola Młota 11 próbuje się dostać kobieta z dwójką dzieci, mieszkanka budynku. Jednak jest to niemożliwe, ze względu na sławnego lokatora – Grzegorza Ciechowskiego. Oczywistym jest, że dom lidera znanego zespołu to świętość, a reszta świata powinna się dostosować do życia znanego współmieszkańca.
![]() |
Grzegorz Ciechowski, bohater reportażu kreowanego "Odlot". |
Do kamienicy przy ulicy Karola Młota 11 próbuje się dostać kobieta z dwójką dzieci, mieszkanka budynku. Jednak jest to niemożliwe, ze względu na sławnego lokatora – Grzegorza Ciechowskiego. Oczywistym jest, że dom lidera znanego zespołu to świętość, a reszta świata powinna się dostosować do życia znanego współmieszkańca.
piątek, 3 maja 2013
American Pie: Zjazd Absolwentów, czyli znów im się upiekło!
Kolejna część
kultowej komedii jest w kinach od 13 kwietnia 2012 roku. Od premiery pierwszej części w
Polsce minęło 12 lat, jednak twórcy American Pie nadal potrafią zaskoczyć!
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Działanie ku pozytywnej zmianie! - Gretchen Rubin "Projekt Szczęście"

Istnieje wiele poradników i teorii na temat szczęścia. Psychologowie, pisarze, poeci, filozofowie i wielu innych mądrych ludzi niejednokrotnie poruszało temat pomyślności w życiu. Budowanie własnego powodzenia to nie lada wyzwanie. Podjęła się go pisarka,Gretchen Rubin, która przetestowała powszechną wiedzę w praktyce. Projekt
Szczęście to spis pomysłów i działań, które realizowała w celu
osiągnięcia poczucia szczęścia. Rubin wyznaczyła sobie rok na realizację swojego
zamierzenia. W swojej książce przedstawia własną wizję drogi ku spełnieniu,
swój własny projekt pod kryptonimem „Szczęście”.
sobota, 23 marca 2013
Miejski poeta czyli Bisz "Wilk chodnikowy"
20 września 2012 roku to już historyczna data. Tego
dnia premierę miał krążek bydgoskiego artysty Jarosława „Bisza” Jaruszewskiego ze
składu B.O.K. Jedna z najbardziej oczekiwanych płyt roku 2012 nie zawiodła
miłośników dobrego brzmienia – album „Wilk chodnikowy” pokrył się złotem!
O tym krążku było głośno już długo przed premierą. Po
udanym wydaniu „W stronę zmiany” Bisza ze składem B.O.K., apetyt fanów wzrósł w
miarę słuchania. Z wielkim napięciem oczekiwano „Wilka chodnikowego”. Bisz
postawił sobie poprzeczkę wysoko, jednak solowy projekt artysty okazał się jego
kolejnym sukcesem. Czternaście kawałków na płycie i dołączony zbiór poezji –
przemyślaną koncepcję wyczuwa się od razu. Oprawa graficzna, wykonana przez Sergiusza
Andrzejewskiego, zapada w pamięć. Płyta jeszcze w folii, a już wiadomo, że
album „Wilk chodnikowy” Bisza to reprezentant dobrej muzyki!
niedziela, 3 marca 2013
„Skazany na śmierć”, czyli „Prison Break”
„Skazanego na śmierć” zaczęłam oglądać w 2005 roku,
gdy Polsat rozpoczął emisję serialu w niedzielne wieczory. Spodobał mi się od
razu! Wentworth Miller jako Michael Scofield zauroczył mnie od samego początku.
Nie kryję, że gra aktora i nieprzeciętna sylwetka bohatera to czynniki, które
spowodowały, że „Skazany na śmierć” stał się moim ulubionym serialem! Uwielbiam,
gdy coś mnie zaskakuje, gdy ciężko mi przewidzieć co stanie się w kolejnym
odcinku. Z czasem emisja na Polsacie przestała mi wystarczać! Na własną rękę
dokończyłam pierwszy sezon serialu, później dotarłam do drugiego. Z napięciem
obserwowałam losy bohaterów, aż nagle… Nie pamiętam co się stało, ale
przestałam go oglądać. Może przejadła mi się fabuła, może to przez brak
polskich napisów – nie mam pojęcia. Jednak w tym roku, po latach powróciłam do
tego serialu i nie żałuję!
Swoją recenzję postanowiłam podzielić na 4 części –
tyle ile jest sezonów. Niełatwo jest zbiorczo ocenić serial, który jest dość
różnorodny, zarówno jeśli chodzi o akcję, jak i bohaterów.
niedziela, 17 lutego 2013
Wariacje na temat miłości u Sparksa, czyli „List w butelce"!
Kiedy na okładce książki widnieje pytanie „Czy można się zakochać po utracie prawdziwej miłości?” odpowiedź nasuwa się sama… Tak, oczywiście! Właśnie dlatego napisano tę książkę!
Nicholas Sparks, autor „Listu w butelce” próbuje nam
udowodnić w swojej powieści, że żadna miłość nie jest tą ostatnią. Scenariusz
zdarzeń jest dość prosty i mało oryginalny. Młoda kobieta odnajduje na plaży
butelkę, w której znajduje się list. Nie łudźmy się – niespodzianek nie będzie.
Odnaleziona korespondencja to list miłosny. Zaskoczeniem nie jest również to,
że adresatem nie jest główna bohaterka powieści, Teresa.
wtorek, 5 lutego 2013
O wojnie z perspektywy Śmierci, czyli o tym jak Liesel pokochała słowa!
To nie jest skomplikowana historia, a w niej: niemiecka rodzina, II wojna światowa, mała dziewczynka, dużo zła, wszechobecny i wszechwiedzący Śmierć. Smutne, prawda? Jednak, gdy dodamy do tego: akordeonistę, żydowskiego boksera, wulgarną kobietę z chochlą w dłoni i rudego, zakochanego chłopca, wychodzi z tego całkiem sympatyczna opowieść o tym, jak Markus Zusak odkrywa przed czytelnikiem siłę słów oraz łączy tragizm z komizmem.
"Złodziejkę książek" spotkałam trzy razy. Nasza pierwsza konfrontacja miała miejsce w Internecie, gdzie próbowałam odnaleźć wartościową literaturę. Zachęcona pozytywnymi ocenami i komentarzami, postanowiłam, że z chęcią ją przeczytam. Następnie zetknęłam się z nią u mojej znajomej, u której książka stała na półce. Zaintrygowała mnie jej piękna i prosta okładka, gabaryty oraz rekomendacja koleżanki, która stanowczym głosem stwierdziła „to najlepsza książka jaką czytałam!”. Trzecie spotkanie ze "Złodziejką" miało miejsce w bibliotece. Sympatyczna pani bibliotekarka wręczyła mi to tomisko, a ja porwałam "Złodziejkę książek" do domu. W końcu trafiła w moje ręce i mogłyśmy się lepiej poznać! Chociaż na początku bacznie się jej przyglądałam… Wielka księga, okładka, której grafikę można interpretować na różne sposoby, rekomendacje z tyłu, choć zachęcające do lektury, nie zdradzały zbyt wiele. Zaciekawiona ostatecznie wzięłam sprawy (tzn. książkę) w swoje ręce. Od tamtej chwili nie mogłam i nie chciałam wypuścić jej z rąk. Delektowałam się słowami, odnajdywałam nowe i te starsze wartości, płakałam i śmiałam się razem ze "Złodziejką". Dowiadywałam się na każdym kroku, że słowa mają wielką wartość. Ale po kolei…
"Złodziejkę książek" spotkałam trzy razy. Nasza pierwsza konfrontacja miała miejsce w Internecie, gdzie próbowałam odnaleźć wartościową literaturę. Zachęcona pozytywnymi ocenami i komentarzami, postanowiłam, że z chęcią ją przeczytam. Następnie zetknęłam się z nią u mojej znajomej, u której książka stała na półce. Zaintrygowała mnie jej piękna i prosta okładka, gabaryty oraz rekomendacja koleżanki, która stanowczym głosem stwierdziła „to najlepsza książka jaką czytałam!”. Trzecie spotkanie ze "Złodziejką" miało miejsce w bibliotece. Sympatyczna pani bibliotekarka wręczyła mi to tomisko, a ja porwałam "Złodziejkę książek" do domu. W końcu trafiła w moje ręce i mogłyśmy się lepiej poznać! Chociaż na początku bacznie się jej przyglądałam… Wielka księga, okładka, której grafikę można interpretować na różne sposoby, rekomendacje z tyłu, choć zachęcające do lektury, nie zdradzały zbyt wiele. Zaciekawiona ostatecznie wzięłam sprawy (tzn. książkę) w swoje ręce. Od tamtej chwili nie mogłam i nie chciałam wypuścić jej z rąk. Delektowałam się słowami, odnajdywałam nowe i te starsze wartości, płakałam i śmiałam się razem ze "Złodziejką". Dowiadywałam się na każdym kroku, że słowa mają wielką wartość. Ale po kolei…
piątek, 18 stycznia 2013
Z cyklu "Film, którego nie zapomnę " - Green Street Hooligans
Jak w
ciągu paru miesięcy radykalnie zmienić swoje w życie i wyjść z tego cało? Zarówno Matt, główny bohater filmu, jak i my – widzowie, na długo nie zapomnimy przygody "piłką kopaną"w tle...
Matt Bucker (Eljan Wood) zostaje
niesłusznie wyrzucony z ostatniego roku dziennikarstwa na Harvardzie. Po całym
wydarzeniu udaje się do Anglii, gdzie mieszka jego siostra - Sharoon Dunman
(Claire Forlani). Tam poznaje jej męża (Marc Warren) oraz Peta (Charlie
Hunnam), brata Steva. Matt zostaje wprowadzony przez niego w świat, którego do
tej pory nie znał. Życie Amerykanina zupełnie się zmienia, gdy zaczyna brać
udział w spotkaniach elitarnej grupy kibiców West Ham United - Green Street Elite.
piątek, 11 stycznia 2013
Upside Down powraca!
Po dwudziestu latach na muzycznej scenie
i po siedmiu od nagrania poprzedniego albumu, bydgoski zespół Upside
Down znów rozpala ogień w głośnikach. Długo oczekiwana
płyta „Aperitif” od 8 września 2012 roku jest w sprzedaży.
Upside Down
powrócił w wielkim stylu. Po siedmiu latach płytowego milczenia wkroczyli na
rynek muzyczny z nowym materiałem. Premiera „Aperitif” miała
miejsce w czasie bydgoskiego Muszla Fest, gdzie
zespół obchodził swoje dwudzieste urodziny. Dwie dekady grania i siedem lat bez
nowej płyty sprawiły, że grupa miała niemałe wyzwanie, któremu sprostała. Materiał
na krążek Upside Down gromadził od czasu nagrania płyty „Master Copy”. Czas i doświadczenie sprawiły, że grupa
dojrzała do eksperymentów. Muzycznym sprawdzianem zarówno dla muzyków, jak i
słuchaczy, z pewnością jest krążek „Aperitif”. Wariacje z
tempem, brzmieniem, tekstami, wokalami… To wszystko jest na tym krążku!
Wszystko oczywiście do góry nogami. Mimo nowych doznań na płycie zespół
utrzymał charakterystyczne dla siebie brzmienie i styl. Teksty, jak w
poprzednich projektach, są pełne ironii oraz inteligentnego humoru. Przy tej płycie
nieraz się uśmiechniemy, ale również zatrzymamy na chwilę, by pomyśleć. Nagrane
piosenki są tematycznie aktualne. Słychać na krążku, że wydarzenia polityczne i
społeczne oraz ludzkie zachowania są dla zespołu inspiracją do tworzenia kawałków.

wtorek, 8 stycznia 2013
Ludzka strona bycia "Bogiem"
Niewielu zna historię składu Paktofoniki.
Spora część widowni była świadoma losów współpracy Magika,
Rahima i Fokusa. Praktycznie każdy, kto wybrał się do
kina na „Jesteś Bogiem”,
znał zakończenie filmu. Reżyser, Leszek Dawid, dowiódł jednak, że historia
zespołu nie jest tak prosta na jaką wygląda, a nas, publiczność, da się
zaskoczyć.

poniedziałek, 7 stycznia 2013
Czas start!
Witam! Mam na imię Maja i uwielbiam otaczać się sztuką! Czy pisaną, muzyczną, tą na ekranie czy ścianie - nie robi mi to różnicy :) Staram się wyłapywać ze świata jak najwięcej, poznawać go i interpretować.
Myślę, że recenzja to dobry sposób na analizę danego utworu. W końcu tyle się dzieje! Wydawanie nowej literatury, płyt muzycznych, czy filmów, na duży i ten mniejszy ekran, trwa bez przerwy! Zdecydowałam, że spróbuję wcielić się w rolę recenzenta. Postaram się uporządkować wrażenia po przeczytaniu książki, przesłuchaniu płyty, obejrzeniu filmu czy serialu. Podzielę się swoimi odczuciami i własnym zdaniem na temat tych utworów. Mam nadzieję, że to pomoże mi też w odnajdywaniu kolejnych wartości i tematów do wewnętrznej dyskusji. Oczywiście oczekuję, że odkryję kolejnych twórców, którzy mnie zauroczą.
Myślę, że recenzja to dobry sposób na analizę danego utworu. W końcu tyle się dzieje! Wydawanie nowej literatury, płyt muzycznych, czy filmów, na duży i ten mniejszy ekran, trwa bez przerwy! Zdecydowałam, że spróbuję wcielić się w rolę recenzenta. Postaram się uporządkować wrażenia po przeczytaniu książki, przesłuchaniu płyty, obejrzeniu filmu czy serialu. Podzielę się swoimi odczuciami i własnym zdaniem na temat tych utworów. Mam nadzieję, że to pomoże mi też w odnajdywaniu kolejnych wartości i tematów do wewnętrznej dyskusji. Oczywiście oczekuję, że odkryję kolejnych twórców, którzy mnie zauroczą.
Tyle na początek - Czas działać!
Oto ja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)